poniedziałek, 16 marca 2015

9. Ukraiński style


Ostatnio znów dużo się dzieje. Na początku poprzedniego semestru na uczelni zawarłam sporo nowych znajomości z pracownikami WSB i teraz to wszystko owocuje. Otóż w przyszłym tygodniu w Dąbrowie Górniczej odbywa się trzeci na świecie Światowy Kongres Klastrów. Z organizatorami Kongresu współpracuje także moja uczelnia, a mnie zaangażowano do pomocy poprzez znajomość z szefową Akademickiego Biura Karier. Dzisiaj jednak dostałam konkretny przydział - opiekowanie się VIPami. Jakie są tego plusy? Mam konkretne zajęcie, które w gruncie rzeczy nie jest trudne. Oczywiście, większość VIPów będzie z zagranicy, ale ja mam ich tylko doprowadzać do odpowiednich sal, toalety i vip roomu. Poza tym to najlepszy sposób na zawarcie kolejnych przydatnych znajomośći, a co więcej, będę miała dostęp do vipowskiego cateringu :D
Na dzisiejszym zebraniu w tej sprawie dowiedziałam się, że na (i po) tego typu imprezach pojawia się najwięcej propozycji staży czy praktyk w firmach biznesowych - o ile, oczywiście, zainteresowana osoba jest odpowiednio profesjonalna. Jeżeli nie - często oferty pracy dla studentów trafiają po prostu bezpośrednio do ABK. To też dobrze, ponieważ, jak wcześniej wspomniałam, szefowa tego działu mnie zna i myślę, że o mnie nie zapomni, jeżeli podobna propozycja do uczelnianego kuferka wpadnie.
Ewentualnie może uda mi się naleźć cudownego bogatego męża z Afryki, z którym będę miała wspaniałe niebieskookie murzynki!!!
Prócz tego znowu zaczyna się: kolosy, egzaminy, zaliczenia... WSB ruszyło pełną parą i nie chce się zatrzymać. Ale nie jest źle. Poza tym od miesiąca mam kolejnego ucznia - pierwszego z polecenia, a nie ze znajomości. Bywa ciężko z czasem, ale nie ukrywam, że duma rozpiera!

Poniżej, w ramach pierwszych stałych międzynarodowych znajomości, sesja z Alicją w stylu ukraińskim. Trochę bardziej regionalnie, z udostępnionymi przez Marynę rekwizytami. 










poniedziałek, 17 listopada 2014

8. Origami


Dzisiaj jest wspaniało-straszny dzień, można by rzec: słodko-gorzki. Dzień w którym mało przyjemne rzeczy przeplatają się z tymi dwiema, na które czekałam od dawna. Pierwsza z nich to lekcja języka rosyjskiego, z ponoć- jeśli tylko możemy tutaj wierzyć Angelice- przemiłą dziewczyną ;)

Druga to płyta mojej najukochańszej Meli, która liczę, że umili mi jesienno-zimowe wieczory spędzone nad...fleksją. Czyli moim sennym od kilku dni koszmarem. Nie pomagają nawet pyszności, które wcinam pod pretekstem dobrej motywacji do nauki! Czyli już wiecie, co przygnębiającego w tym nadmiarze szczęścia przytrafiło mi się dzisiaj ;)

Cały weekend spędziłam nadzwyczaj pożytecznie. Nie zabrakło w repertuarze wyrzucenia wielkiego kartonu ubrań, ale i tak zwanego dopieszczania szczegółów. Ostatnimi czasy oszalałam na punkcie wnętrzarskich i designerskich zdjęć. Kompletuję je, w głowie tworząc wizję małego mieszkanka, w którym marzę kiedyś zamieszkać. Dziś, do mojego tworu wyobraźni powiesiłam nawet ramki z ważnymi i motywującymi cytatami, oraz wstawiłam vintage fotel, który w chwili słabości znalazłam na ebayu. Aby nie zamykać się tylko w marzeniach, przywlekłam z piwnicy stolik na maszynę do szycia, i zaczęłam go szlifować. Kiedy już będzie przygotowany- przemaluję go na biało. Czuję, że będzie nam się razem dobrze żyło i funkcjonowało- on będzie uroczy, ja zaś nie będę mogła od niego rąk oderwać. Czuję, że spłodzimy razem wiele wielkich rzeczy ;p

Zostawiam Was, jakie to oczywiste, z Melą. Tylko ona potrafi tak bezkalorycznie osłodzić wieczór.

Buziaki!











koszula: New Look, sukienka: Terranowa, kokardka Forever 21.

wtorek, 4 listopada 2014

7. Interpretacje

Moi drodzy,
dzisiaj muzycznie.


Od wczoraj wszędzie dreptam z wielgachną cegłą Podstaw Zarządzania Organizacjami i ze smutkiem stwierdzam, że ubyło dopiero 80/826 stron :(
Powiem więcej! Dzisiaj wypożyczyłam kolejną książkę na zapas, bo kupka lektur NA JUŻ zawsze mnie motywuje. Chyba nawet bardziej niż terminy...
Więc? Więc... aktualnie czytam cosie na Badania naukowe, Podstawy zarządzania oraz Mikroekonomię.
Znudzeni? Ja też :D


Ze spraw przyjemniejszych:
Ostatnio jestem w tyle jeżeli chodzi o filmy, więc... postanowiłam ODROBINĘ je nadrobić. Lista jest długa i szeroka, więc padło na pierwsze, co wyświetliłam w cda... Był to dobry wybór.
W związku z tym POLECAM Wam film "Gwiazd naszych wina". Nie napiszę recenzji, ale określę go słowem UROCZY. Potoki łez przerywane śmiechem i ściśnięte do białości palce. To tak w skrócie.


Kończąc, chcę się z Wami podzielić jeszcze swoimi najbliższymi zakupowymi planami...
Pewnie obiło Wam się o uszy, że taki pan, Alexander Wang, jest projektantem. Jest GENIALNYM projektantem i nie znać tego nazwiska, to po prostu niemal niemożliwe. 
Anyway... ten właśnie Pan Alexander poczynił ukłon w naszą stronę, zwykłych śmiertelników, i zaprojektował serię odzieżową dla sieci H&M. I w przyszłym tygodniu ruszam na podbój! Tak się cieszę, że aż mam rumieńce - zaufajcie mi! 


Nadszedł czas na efekty niedzielnego meetingu na Nikiszowcu.
Eksperyment z łamaniem zasad i robieniem zdjęć z dołu nie wyszedł. I nie powtórzymy go następnym razem :D

Moim zamiarem był lekki business casual z delikatnym wrażeniem vintage w pięknej, acz nie-nowoczesnej dzielnicy Katowic, która nadaje całości nuty mroku :D
Szczególnie starałam się wypróbować nowy, niecodzienny make-up, ale niestety... jest właściwie niewidoczny. Musicie uwierzyć mi na słowo, że wyszło mi PRAWIE mistrzowskie smokey-eye pod kolor marynarki :D







kapelusz Reserved, sukienka Sinsay, marynarka George, buty CCC, torba Oriflame, trencz Stradivarius

sobota, 25 października 2014

6. Apetyczny poranek


Uwielbiam takie sobotnie poranki.Kiedy mogę spędzić w łóżku wyjątkowo dużo czasu, obejrzeć w nim kilka vlogów od który ostatnio jestem niesamowicie uzależniona, a potem zjeść coś pysznego na śniadanie.
Musicie wiedzieć, że bardzo rzadko mam okazję zjeść na śniadanie coś co nie jest garścią płatków, albo łykiem zimnej ( bo oczywiście zdąży już wystygnąć) kawy.
Dzisiaj w końcu miałam czas, aby odbiec od mojej kulinarnej normalności i codzienności i zaszalałam.
Zbiegłam  do kuchni i zrobiłam prawdziwą ucztę dla podniebienia.

Czaiłam się na ten przepis już całkiem spory kawałek czasu, ale wolnego czasu ze świecą u mnie szukać;)
W skrócie: rozgniotłam banany, wrzuciłam do nich dwa jajka i trochę proszku do pieczenia, po czym upiekłam prześliczne, przecudne, bosko pachnące placuszki , które na koniec polałam domowym sosem jagodowym - do tej pory nie otrząsnęłam się z tego apetycznego doświadczenia ;p 

Jednak poranki są jedynym elementem , który lubię. Teraz czeka mnie cała masa domowych obowiązków, które wzbudzają mój wątpliwy zachwyt. I jeszcze jedno! Po przeczytaniu książki Madame Chic 
Jeniffer Scott, postanowiłam zrobić dziś gruntowne porządki w moich szafach. O strzeżcie się niewinni!
Czuję, że wyślę w daleką podróż kilka sporych worków ubrań i w końcu odetchnę z ulgą. 
Życzcie mi powodzenia!

Ponieżej możecie zobaczyć jesienną stylizację z naszą spódnicą SiA. Zdjęcia robiłyśmy w cudowny poranek przed zajęciami z szycia. Udało nam się złapać ostatnie promienie słońca, a nawet wzbudzić podszepty zaciekawionych przechodniów ;)








płaszcz Atmosphere, buty no namowy sklepik na rynku, zakolanówki Gatta, spódnica SiA, sweter Atmosphere, torba House

sobota, 11 października 2014

5. Gdy w październiku mamy lipiec

Miła dla ucha Lana.


To nie chodzi o to, że powinniśmy narzekać.
Gdyby nie to, że temperatura na zewnątrz wynosi plus 20 stopni, nie miałybyśmy szansy zrobić tych zdjęć w tak komfortowych warunkach i przy tak rozkosznie zielonej trawie;)

Jesień jest taka piękna w tym wypadku!
Idąc o świcie przez Katowice czuję się tak, jak w moich wyobrażeniach czują się bohaterowie
Plotkary o tej porze roku.
Brakuje tylko Święta Dziękczynienia i unoszącego się w powietrzu zapachu indyka.
Ale my już mamy pomysł jak stać się częścią i tej tradycji ;)

Przepiękną pogodę uczciłam szarą rozkloszowaną spódnicą, która wyszła spod mojej maszyny i moich mało zręcznych palców ( które o dziwo nadal przytwierdzone są do moich dłoni),
oraz kremową mgiełką Atmosphere.
Buty upolowałam na naszym wypadzie do Paryża , podobnie jak pierścionki i kurtkę
 (Forever 21- chcę tam wrócić! Natychmiast!)
Listonoszka z Sinsay'a, co prawda nie mieści wszystkiego co jest mi niezbędne do życia, ale sprawia, że ramię nie urywa się od zbędno-niezbędnego ciężaru.

Pozostawiam Was z moją aktualną muzyczną miłością.
Miłego weekendowania!


 








kurtka Forever 21, spódnica SiA, koszula Atmosphere, buty Forever 21, biżutera Forever 21, torebka Sinsay


wtorek, 7 października 2014

4. Wtorek 7-go


Wierzycie w przeznaczenie? To takie głupie, ale faktycznie coś musi w tym być!
Jest dopiero 10, a już wiem, że ten dzień jest pechowy. I od dzisiaj ustanawiam kolejny piątek 13-go!
Wiem też, że zdecydowanie NIEPRZEZNACZONE było mi dostać się dzisiaj do Chorzowa na kurs szycia. Zaspałam godzinę, spóźniłam się na autobus, tramwaj, którym zwykle tam docieram, zmienił swoją trasę, autobus zastępczy też się spóźnił. W efekcie do niego nie wsiadłam, ponieważ musiałabym i tak wyjść z zajęć 2 godziny wcześniej ze względu na dzisiejszą Inaugurację na uczelni. Tak więc wstałam po to, żeby kupić kawę w Mc w Katowicach, powitać Sylwię i wrócić do domu.
Idąc rano na autobus w kierunku Katowic, obiecałam sobie, że jeśli się spóźni, to wrócę do domu. DLACZEGO, NA LITOŚĆ BOSKĄ, SIĘ NIE SPÓŹNIŁ?!
Jakie są tego plusy?
1. Pewnie jeszcze bym spała i nie przysiadła nad testami na prawo jazdy.
2. Możliwe, że spóźniłabym się na Inaugurację.
3. Zdążę się przebrać (bo nie zastosowałam się do wytycznych dot. stroju galowego).
4. Zrobię sobie kanapki, których nie zrobiłam wcześniej.

Wniosek? Nie ma tego złego...

Poniżej efekty niedzielnej sesji z Sylwią, którą przekładałyśmy od początku września. Business look na jesienną pogodę w pięknej będzińskiej zielonej scenerii :D









koszula Butik, spódnica Reserved, płaszcz Sinsay, buty Forever 21, torba Manzana

piątek, 26 września 2014

3. Międzynarodowa jesień



Deszczowa pogoda nie sprzyja. Po słonecznych dniach w Paryżu naprawdę odechciewa się wychodzić, odechciewa się rozmawiać. Można tylko siedzieć przy oknie z kubkiem herbaty z cynamonem, w grubym swetrze i Laną w tle. Pocieszające są jednak zbliżające się święta. To jest jak nałóg - zaczyna się wrzesień, zaczyna się oczekiwanie i ukradkowe słuchanie All I Want For Christmas. 

W te 5 dni we Francji wydarzyło się więcej, niż przez ostatnie 3 miesiące. Tam ludzie są zupełnie inni. I nie zgadzam się ze stereotypem zadartego nosa. Zaskakujące jest, że Francuzi potrafili bezbłędnie określić moją narodowość - co więcej, większość tamtejszych emigrantów potrafi też całkiem nieźle powiedzieć po polsku "dzień dobry, kup, tanio!". Ewentualnie "RUSKA MAFIA!!!" (taki też zdarzył się przypadek). Zawiodły mnie odrobinę tamtejsze sklepy, ponieważ liczyłam na coś, czego w Polsce nie dostanę. Najwyraźniej dzielnie gonimy zachód. Albo źle szukałam :D
Tak czy siak nowe nabytki są, jest też mnóstwo zdjęć i perspektywa na kolejne lata - wracam tam w lutym i w kolejne wakacje.

A tymczasem... za tydzień zaczynam studia i nie mogę pozbyć się wrażenia, że coś się wtedy zmieni. Nie jestem w stanie określić co dokładnie, ale pewnie zacznie się to życie oparte na własnych decyzjach i wyborach. Jestem ciekawa jak to będzie, ale jest to taka lękliwa, niepewna ciekawość. Nie chcę nic sobie wyobrażać, żeby się nie rozczarować, bo zwykle tak mam. 

Poniżej moja propozycja na jesienną, ponurą pogodę. Mieszanka vintage i casual.











Koszula SiA design, szorty Orsay, buty Zara, naszyjnik Forever 21, kurtka Cropp